Michał z Wałbrzycha:
"Często słyszy się popularne powiedzonko, że „strach ma wielkie oczy”.
Mój, nie dość, że miał wielkie oczy, to miał jeszcze ogromne pazury,
którymi kurczowo się mnie uczepił. I owszem, bałam się – bałam się
własnego strachu. Ataki strachu były dla mnie czymś codziennym, ale nie
czymś, do czego można się przyzwyczaić. Zdarzało się czasem, że siedząc
sama (chociaż niekoniecznie sama) w domu usłyszałam skrzypnięcie okna albo
jakiś stukot za ścianą i już zaczynałam panikować, wrzeszczeć i tracić
nad sobą kontrolę. Ataki strachu były uciążliwe nie tylko dla mnie, ale i
dla moich bliskich. W końcu część znajomych odsunęła się ode mnie.
Właściwie z perspektywy czasu stwierdzam, że jedyną dobrą rzeczą jaka mnie
spotkała przez te ataki strachu jest taka „selekcja” przyjaciół. Zostali
przy mnie jedynie ci prawdziwi. I to właśnie oni pomogli mi przezwyciężyć
moje ataki strachu – mimo że nie bezpośrednio, to jednak pomogli mi pokonać
mój koszmarny i uciążliwy problem. Właściwie mogę powiedzieć, że
zostałam przez nich niemal przymuszona do zadzwonienia do doradcy z viversum.
Część moich przyjaciół już wcześniej miała okazję skorzystać z usług,
jakie oferuje strona viversum.pl i oni również polecali mi ten serwis,
twierdząc, że na pewno na tym nie stracę, a mogę dużo zyskać. W końcu
dałam się przekonać, zadzwoniłam do jednego z doradców i… nie żałuję!
Wręcz przeciwnie – dzięki doradcy z viversum poradziłam sobie z problemem i
teraz mogę wreszcie normalnie żyć, nie bojąc się własnego strachu."







